Kategorie
Bez kategorii

Znachor, szeptucha, wiedźma?

Wiedza lecznicza przechodzi z matki na córkę pierworodną; i trwa w jednej rodzinie

-pisze w książce Wiara Słowian z obrzędów, klechd, pieśni ludu, guseł, kronik i mowy słowiańskiej wskrzeszona” z 1880 roku Romuald Świeżbieński.

Zauważcie, że do dziś trwa taka wiara, że to jest dziedziczne.

Np. podobno po odejściu na emeryturę słynnej szeptuchy z Orli jeździ się teraz do jej syna czy córki.

Założycielka pracowni Kody Gai, która pomaga za pomocą ajurwedy, ale też inspiruje się słowiańskimi praktykami, pisze o sobie m.in.:

Jestem prawnuczką białoruskiej szeptuchy.

Jest w nas wiara, że „to” „przechodzi” z pokolenia na pokolenie. A może po prostu skoro zachowało się tak niewiele wiedzy od dawnych szeptuch, to doceniamy każdego, kto ma wgląd nieco większy niż inni, bo słyszał coś od mamy czy babki?

W folklorze słowiańskim wyraźnie zarysowuje się granica pomiędzy ludźmi zajmującymi się magią pożyteczną, a takimi, którzy parają się praktykami szkodliwymi dla otoczenia. Rozróżnienie to uwidocznia się również w nazewnictwie osób parających się magią. I tak na przykład w Polsce ludzi, którzy oddają się praktykom pożytecznym, określa się jako znachorów, mądrych, wróżów, doktorów itp. Po przeciwnej stronie stoją czarownicy, czarownice, guślarze, cioty. (…) Należy podkreślić, że magią zajmowały się nie tylko wyspecjalizowane osoby, ale też zwykli mieszkańcy wsi.

Religia Pomorzan we wczesnym średniowieczu, K. Kajkowski, A. Kuczkowski. 2010

W formie obrazka przytoczę historię, która przydarzyła się mojej babci na Podlasiu. Do pewnej przygranicznej miejscowości kiedyś przyjeżdżały na targ handlarki z Białorusi, a jedna z nich handlowała nićmi:

W tym miejscu warto dodać, że z jednej strony wielu nie zauważy magii nawet, jak będą ją mieli tuż przed oczami, drudzy natomiast widzą czarowanie tam, gdzie go nie ma…

Sabat Czarownic, Paweł Wróbel, Muzeum Śląskie

Ostatnio byłam pierwszy raz na Nocy Kupały w damskim gronie. Niejeden kolega gdy tylko usłyszał, że było ognisko, same kobiety i żadnych panów, z miejsca zaczął bajać o orgii, obrzędach wymierzonych w mężczyzn i wywoływaniu diabła.

Ja: ognisko

Oni: diabeł.

Racjonalny 40-latek przysłał mi w wiadomości średniowieczną rycinę, na której baby podskakują wokół ogniska i wywołują rogatego kozła z kopytkami…

Mężczyzna, który wynajął nam teren na tę noc przez kilka godzin siedział w krzakach i mamrotał, że nic z tego nie rozumie i że wezwie policję.

Sobótka wg rysunku Apoloniusza Kędzierskiego. Wycinek z Tygodnika Ilustrowanego 1884 (2) 121

Nie przeszła im przez głowę myśl, że to nie jest wymierzone ani przeciwko panom (spiskowanie), ani w kontrze (orgia), ani ku czci (diabeł, kozioł). Cały sekret polegał na tym, że kobiety spędzały wspólnie czas, zajmując się własnymi sprawami, które po prostu ich nie dotyczyły.

Gdy nagle w XXI wieku prawie już zaczęłam się tłumaczyć, że nie uprawiam czarnej magii, w ciągu chwili udało mi się o wiele lepiej zrozumieć całe tło historyczne dotyczące TYCH STRASZNYCH CZAROWNIC.

Aż się prosi, aby poruszyć jeszcze temat Baby Jagi (nikt nie wie, skąd, ale każdy wie, o kogo chodzi) i Wiedźmina, który wprawdzie nigdy nie istniał:

Lecznictwo ludu polskiego, 1929, polona.pl

Jeśli chodzi o Babę Jagę, to mimo, że każdy wie, jak wygląda, to nie ma do końca jasności, jeśli chodzi o to, kim była:

wielkim pytaniem dotyczącym Baby Jagi jest kwestia jej statusu. Postać ta bywa opisywana jako czarownica – a więc kobieta kontaktująca się z siłami nadprzyrodzonymi, demon, a nawet bóstwo.

Bogumiła Dziel, Baba Jaga – bogini czy wiejska znachorka? O różnych spojrzeniach na wierzenia Słowian, Echa Słowiańszczyzny. Na tropie przodków. Publikacja 1. Red. Agnieszka Suchy, Michał Jeżewski. Koło Naukowe Literatury i Kultury Wczesnego Średniowiecza Sław(i)anie. Katowice 2015.

Bogumiła Dziel przywołuje opowieść z 1845 roku, w której Jan Barszczewski po latach wraca do rodzinnego Połocka na północnej Białorusi:

Za Połotą, na szerokiej równinie, jak lustro odbija światło słoneczne mała  przestrzeń wody nazywająca się wołowe jeziorko; powiadają, że kiedyś było one w samem mieście i przed wprowadzeniem Chrystusowej wiary nad tem  jeziorem stały świątynie Pioruna i Baby Yahi; lecz teraz niepozostało śladu żadnego z tych starożytności.

Czy tak było rzeczywiście, czy Baba Jaga też padła ofiarą wybujałej fantazji – tego już się nie dowiemy.

A o tym, czy czary działają, pisałam już troszeczkę w poście o błogosławieństwach i przekleństwach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s